Kancelaria parafialna

poniedziałek - piątek:

     godz. 15.30 - 16.30

     oraz dodatkowo

poniedziałek i piątek:

     godz. 18.00 - 19.00

 Laudetur Jesus Christus !

foto. Jerzy Hlades

Transmisja online z Jasnej Góry

Informacja o godzinach nabożeństw -

Ewangelia dnia i rozważanie:

Zdjęcie

   Patrząc na życie społeczne w naszym kraju trudno nie ulec wrażeniu, że jesteśmy widzami, albo też uczestnikami walki jak gdyby „dwóch plemion”. Nie jest jasne, jak do tego doszło. Nie chodzi wszak o dwie różne grupy etniczne, ani nawet o podział postkomunistyczny. Można by odnieść wrażenie, że istotą sporu są przede wszystkim partyjne interesy głównych partii politycznych, które budują emocje społeczne prowadzące do rozbicia poczucia wspólnoty narodowej. Ów spór toczy się – niestety – na pograniczu szacunku dla Konstytucji Rzeczypospolitej. W tej sytuacji, pragnę gorąco zachęcić wszystkich do modlitwy i postu w intencji naszej Ojczyzny.

   Nie chcę jednak zabierać głosu w toczącym się sporze politycznym. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na zewnętrzne jego uwarunkowania, które sprawiają, że sprawę przyszłości Ojczyzny wszyscy musimy potraktować dziś niezwykle poważnie. Wyzwania, jakie przychodzą zarówno ze Wschodu, gdzie toczy się wojna, jak i z Zachodu, gdzie obserwujemy poważne zmiany kulturowe oraz dążenie do przekształcenia Unii Europejskiej w jedno państwo, stawiają dziś pytanie o niepodległość Polski. Nie możemy stać się pokoleniem, które przejdzie do historii jako to, które – podobnie jak nasi ojcowie w XVIII w. – doprowadziło do upadku polskiej państwowości. Aby uniknąć tego ryzyka nie możemy na naszych rodaków patrzeć jak na wrogów; nie możemy dopuścić do zwycięstwa ducha podejrzliwości i rozbicia narodowej wspólnoty.

   Konstytucja RP z 1997 r. w swojej preambule przypomina nam o obowiązku troski o byt i przyszłość Ojczyzny. Przypomina także, że „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i niepodzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski”, stanowimy wspólnotę. Wspólnota, tak jak jest zakreślona w Konstytucji, jest wspólnotą historii, kultury, a nade wszystko wspólnotą wartości.

   Gdy w 1997 r. zawieraliśmy jako społeczeństwo konstytucyjny kompromis aksjologiczny wiele osób w Kościele katolickim w Polsce nie było z niego zadowolonych, gdyż – jak się wydawało – zawierał on zbyt wiele elementów aksjologii starego, komunistycznego systemu. Mam świadomość, że dzisiaj niektórzy Polacy nie są z niego zadowoleni, gdyż uznają, że zawiera zbyt wiele elementów nawiązujących do chrześcijańskiego dziedzictwa narodu. Jeśli chcemy przetrwać jako wspólnota, nie możemy w tym trudnym momencie otwierać zasadniczych sporów odnośnie do wartości konstytucyjnych. Nie jest to zatem czas na ideologiczną walkę. Nie jest to czas na populistyczne działania w rodzaju referendum w sprawie aborcji. Nie jest to czas na podważanie konstytucyjnej wartości małżeństwa jako związku jednej kobiety i jednego mężczyzny. Nie jest to również czas na wprowadzanie do systemu prawnego pojęcia tzw. mowy nienawiści, wykluczającego z debaty publicznej temat wyjątkowości instytucji małżeństwa, prawo dzieci do życia czy zgody na okaleczanie nastolatków.

   Nie oznacza to, że o wartościach w ogóle nie powinno się rozmawiać. Bez rozmowy nie sposób ich wszak przekazać następnemu pokoleniu. Nie można jednak o nich dyskutować w duchu tzw. „kultury unieważnienia”, ponieważ jest to rozmowa o fundamencie, na którym wznosi się nasze państwo. Nie należy także – z uwagi na tzw. wydolność sfery publicznej – toczyć wszystkich ważnych sporów równocześnie.

   Być może w tym momencie, aby obniżyć temperaturę konfliktu politycznego, konieczne będzie pewne uszczegółowienie niektórych przepisów Konstytucji w zakresie podziału władz i kompetencji poszczególnych organów. Pozwolę sobie jedynie przypomnieć słowa św. Jana Pawła II na temat poszanowania praworządności: „Rządy, które przestrzegają zasad praworządności akceptują w istocie ograniczenie swej władzy i strefy wpływów” (08.10.1988). Ponieważ ludzie mają skłonność do nadużywania władzy, w demokratycznym państwie prawnym konieczny jest podział władz i ich równoważenie się. Chodzi o to, aby jedna partia czy koalicja polityczna nie sprawowała pełni władzy w państwie – jak dzieje się w ustroju totalitarnym – lecz, aby niektóre instytucje władzy znajdowały się w pieczy sił opozycyjnych lub były w ogóle niezależne od jakichkolwiek partii politycznych. Temu celowi służy także konstytucyjnie zróżnicowany okres trwania kadencji poszczególnych organów państwa. Od strony formalnej oznacza to, że rządzący nie stoją ponad prawem, ale podlegają prawu. „Na tym właśnie polega zasada państwa praworządnego, w którym najwyższą władzę ma prawo, a nie samowola ludzi” (CA 44). „Istoty rządu – mówił premier Wincenty Witos, którego jubileusz obchodzimy w tym roku – nie stanowi komenda ani mocne gesty, dowodem siły nie jest gwałt i nadużycie, lecz autorytet oparty na prawie i woli narodu. Oklaski gapiów i zachwyt pochlebców mogą być komuś przyjemne, ale stanowią zarazem groźne ostrzeżenie”.

   Nie jest moim zadaniem proponowanie konkretnych działań czy reform politycznych. Nie namawiam także do „okrągłego stołu”, ponieważ nie wszystkim w Polsce dobrze się on kojarzy. Namawiam jednak wszystkich polskich polityków do opamiętania, do spojrzenia na sprawy Ojczyzny z większą powagą, do zapomnienia o własnych pożytkach, aby móc uczciwie służyć naszym braciom i Ojczyźnie. Gra nie toczy się o to, która strona sporu ma rację, ale o bezpieczeństwo państwa.

   Apeluję, aby wszyscy, którym drogie są losy Rzeczypospolitej, otworzyli serca i umysły na pojednanie; aby szukali możliwości rozwiązania konfliktów targających życiem politycznym poprzez negocjacje, bez odwoływania się do rozwiązań siłowych; aby przywrócono prawdziwy szacunek dla Konstytucji i opartych na niej przepisów prawa.

   Jako naród mamy piękną, ponad tysiącletnią historię, której ważną kartą jest dziedzictwo Solidarności. „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi (…). A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. (…) Nie może być walka silniejsza od solidarności” – mówił w Gdańsku św. Jan Paweł II (12.06.1987). Dzięki tak rozumianej solidarności potrafiliśmy zmienić bieg historii Europy. Ale w naszych dziejach mamy także bolesną kartę utraty niepodległości. Tego błędu nie wolno nam powtórzyć. Bądźmy tym razem mądrzy przed szkodą.

   Zachęcam wszystkich Polaków do żarliwej modlitwy w intencji naszej Ojczyzny. Szczera modlitwa łączy ludzi, a nie dzieli. Pomaga uwolnić się od egoizmu. Pozwala uspokoić emocje. Uodparnia przed manią wyższości. Mamy piękną tradycję modlitwy za Ojczyznę. Począwszy od kazań ks. Piotra Skargi, po Msze św. w intencji Ojczyzny sprawowane przez bł. ks. Jerzego Popiełuszkę. Mamy piękną tradycję odmawiania różańca w intencji naszej ziemskiej Matki, Ojczyzny. Proszę o dołączenie do każdej osobistej modlitwy intencji o pojednanie między Polakami i pomyślność naszej wspólnej Ojczyzny.

 

Modlitwa za Ojczyznę przez przyczynę św. Andrzeja Boboli

   Boże, któryś zapomnianą do niedawna Polskę wskrzesił cudem wszechmocy Twojej, racz za przyczyną sługi Twojego św. Andrzeja Boboli dopełnić miłosierdzia nad naszą Ojczyzną i odwrócić grożące jej niebezpieczeństwa. Niech za łaską Twoją stanie się narzędziem Twojej czci i chwały. Natchnij mądrością jej rządców i przedstawicieli, karnością i męstwem jej obrońców, zgodą i sumiennością w wypełnianiu obowiązków jej obywateli. Daj jej kapłanów pełnych ducha Bożego i żarliwych o dusz zbawienie. Wzmocnij w niej ducha wiary i czystości obyczajów. Wytęp wszelką stanową zazdrość i zawiść, wszelką osobistą czy zbiorową pychę, samolubstwo i chciwość tuczącą się kosztem dobra publicznego. Niech rodzice i nauczyciele w bojaźni Bożej wychowują młodzież, zaprawiając ją do posłuszeństwa i pracy, a chroniąc od zepsucia. Niech ogarnia wszystkich duch poświęcenia się i ofiarności względem Kościoła i Ojczyzny, duch wzajemnej życzliwości i przebaczenia. Jak jeden Bóg, tak jedna wiara, nadzieja i miłość niech krzepi nasze serca! Amen.

 

+ Stanisław Gądecki

Arcybiskup Metropolita Poznański

Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

 

Warszawa, dnia 19 lutego 2024 roku

 

autor: Fratria

Pamiętanie i wymazywanie

   Pamięć, o którą musimy zadbać, to jedyny sposób, byśmy wiedzieli, że mamy jakąś tożsamość. Bo tożsamość jest matką wspólnoty.

   Niepostrzeżenie 18 lutego minęła 650. rocznica urodzin królowej Jadwigi z rodu Andegawenów. Przyszła święta, jako koronowany król Polski, poślubi w wieku 12 lat Jogailę, litewskiego księcia, który na chrzcie przed ślubem otrzyma imię Władysław. Ich związek stanie się spoiwem wielkiej unii wschodniej Europy na następnych 410 lat.

   Jadwiga, córka Ludwika Węgierskiego, urodziła się w 1374 roku. W związku z tymi urodzinami wydany został w tym samym roku, 17 września, fundamentalnie ważny dla polskiej wspólnoty przywilej koszycki. Ludwik panował w Koronie Polskiej na zasadzie umowy z ostatnim z dynastii Piastów królewskich – Kazimierzem Wielkim. Chcąc utrzymać panowanie rodu w Krakowie i zapewnić tron jednej z córek, potrzebował on zgody wolnych ludzi w Polsce. Dlatego wydał przywilej koszycki – rodzaj umowy z obywatelami. Jej istotą było wskazanie granic obowiązków obywateli wobec państwa. Wyznaczały je stały, płaski podatek (dwa grosze od uprawnego łanu w majątku szlacheckim) oraz obowiązkowy udział w obronie Rzeczypospolitej. Odtąd jeśli państwo będzie chciało zwiększyć podatek, musi prosić o zgodę obywateli. Istotą naszej wolności jest to, że zależy od nas, od nikogo z zewnątrz, spoza naszej wspólnoty obywatelskiej. I tego musimy bronić. Kto wstydzi się Polski, uchyla się od obowiązku jej obrony – nie może korzystać z jej praw i wolności. Przywilej koszycki zarazem otwierał w Polsce drogę do władztwa kobietom, ostatecznie Jadwidze, a potem następnym wielkim Polkom w naszej historii. Dlatego również powinien być pamiętany, bo od niego zaczyna się wspólnota współdziedziców i współdziedziczek tego wielkiego dobra, które tworzy Rzeczpospolita – Polska.

   Jeszcze „okrąglejsze” dwa jubileusze hucznie powinniśmy upamiętnić w przyszłym roku. 10 kwietnia 2025 roku przypadnie 500. rocznica hołdu pruskiego, ważnego symbolu chwały Rzeczypospolitej. Osiem dni później powinniśmy obchodzić 1000-lecie koronacji Bolesława Chrobrego, czyli milenium pełnej suwerenności Polski. Nie wolno nam o tych rocznicach i o ich współczesnym znaczeniu zapomnieć.

   To wezwanie do poszanowania, do odnawiania pamięci – która pozwala nam zachować świadomość tego, kim jesteśmy, co dziedziczymy i jakie stąd wynikają dla nas obowiązki – brutalnie zderza się z rzeczywistością współczesną, w której wymazywacze tej pamięci wydają się znów być górą. W każdym razie pracują wytrwale i mają do tego od ostatnich wyborów w naszym kraju dodatkowe narzędzia. Ministerstwo Edukacji właśnie „modyfikuje” (tak się to wymazywanie nazywa) listę lektur oraz treści obowiązkowe w podstawie programowej szkół. Przypomnijmy, że np. przy zapisie: „[uczeń] charakteryzuje różne postawy polskiego społeczeństwa wobec polityki okupantów” usunięto przykłady Witolda Pileckiego i św. Maksymiliana Kolbego; przy zapisie: „przedstawia i omawia działania rządu Rzeczypospolitej Polskiej wobec tragedii Zagłady” usunięto jego dalszą część: „z uwzględnieniem misji Jana Karskiego i roli »Żegoty«”. Z listy osób i wydarzeń, o których uczeń pierwszych lat nauczania historii powinien umieć opowiedzieć, usunięto: Zawiszę Czarnego, zwycięstwo grunwaldzkie, przeora Augustyna Kordeckiego, hetmana Stefana Czarnieckiego, Danutę Siedzikównę „Inkę”. Z tematu „Polska w okresie wczesnopiastowskim” wykreślono „dokonania Bolesława Krzywoustego” i „konflikt z Cesarstwem Niemieckim”; z tematu „Polska w okresie rozbicia dzielnicowego” wykreślono obowiązek „umieszczenia w czasie wydarzeń związanych z relacjami polsko-krzyżackimi”, jak również „rolę władców piastowskich (ze szczególnym uwzględnieniem roli Władysława Łokietka) oraz Kościoła” w procesie zjednoczenia. Jeśli chodzi o wspomniane tutaj czasy Ludwika i Jadwigi, wykreślono (co za czujność cenzorska!) „związki Polski z Węgrami”; w wieku XVI usunięto „charakterystykę polityki zagranicznej ostatnich Jagiellonów, ze szczególnym uwzględnieniem powstania Prus Książęcych”. A więc ani hołdu pruskiego, ani Jadwigi i jej ojca Ludwika, o przywileju koszyckim nie mówiąc – już nie musimy pamiętać…

   To oczywiście tylko chronologiczny początek egzekucji na polskiej pamięci. Im bliżej naszych czasów, tym zmiany są bardziej drastyczne. Dodajmy tylko, co ma zniknąć z listy lektur obowiązkowych: m.in. Kronika Galla, Pamiętniki Paska, „Hymn do miłości ojczyzny” Krasickiego, „Konrad Wallenrod” Mickiewicza, „Nie-Boska komedia” Krasińskiego, „Rozdziobią nas kruki, wrony” Żeromskiego, „Chłopi” Reymonta, Nowakowskiego „Raport o stanie wojennym”, „Droga donikąd” Mackiewicza.

Droga donikąd jest w tym wymazywaniu wyraźnie wytyczona. Pamięć, o którą musimy tym bardziej zadbać, to jedyny sposób, byśmy wiedzieli, że jesteśmy skądś, że mamy jakąś tożsamość. Bo – jak napisał mądry mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem (oczywiście pominięty w nowej podstawie programowej): tożsamość jest matką wspólnoty.

 

Andrzej Nowak, Gość Niedzielny nr 8/2024

Przeciwnicy nielegalnej imigracji w Kościele

   Wydawać by się mogło, że w trakcie obecnego pontyfikatu hierarchia Kościoła katolickiego mówi jednym głosem na temat nielegalnej imigracji. A jednak istnieje ogromna rzesza biskupów, a nawet całych episkopatów, których wypowiedzi odróżniają się od pozostałych, potępiając zdecydowanie to zjawisko.

   Chodzi o przedstawicieli 54 krajów afrykańskich, którzy regularnie od lat wydają wspólne oświadczenia, protestując przeciw nielegalnej imigracji.

   W sieci iluzji

   Dostojnicy z krajów Czarnego Lądu przestrzegają przed przemytnikami ludzi i handlarzami żywym towarem, którzy żerują na lekkomyślności młodych ludzi pragnących znaleźć dobrobyt w Europie. Wielu z owych śmiałków, zamiast szczęśliwego życia, znalazło jednak śmierć na libijskiej pustyni lub w wodach Morza Śródziemnego. Jak powiedział parę lat temu arcybiskup Dakaru Benjamin Ndiaye, „lepiej pozostać biednym we własnym kraju niż skończyć na torturach podczas emigracyjnej przygody”. Hierarcha nawiązał w ten sposób do losu tych, którzy wyruszyli z Afryki Środkowej na północ w poszukiwaniu lepszego losu, a zostali aresztowani i sprzedani jako niewolnicy na targu w Libii („traktowani jak kozy sprzedawane za kilka dolarów”, jak powiedział były prezydent Nigerii Muhammadu Buhari). 

   Biskupi afrykańscy zwracają też uwagę, że masowa emigracja zubaża ich kraje, drenując je z zasobów ludzkich i sprzyjając gospodarczej stagnacji. Za granicę najczęściej decydują się bowiem wyruszać nie uchodźcy przed wojną lub prześladowaniami czy nędzarze niemający środków na utrzymanie, lecz przedstawiciele klasy średniej, których stać na zapłacenie kilku tysięcy dolarów siatkom przemytniczym, by sfinansować kosztowną podróż. Jak powiedział swego czasu nigeryjski biskup Joseph Bagobiri, „gdyby Nigeryjczycy, którzy wyemigrowali nielegalnie, zamiast wydawać tak dużo na podróż, zainwestowali te pieniądze w Nigerii w twórczy sposób w działalność gospodarczą, byliby teraz przedsiębiorcami, pracodawcami. Zamiast tego są zniewoleni i poddawani innym nieludzkim formom traktowania w Libii”. Nawet jeśli dotrą jednak do Europy, ich życie nie przypomina wcale kolorowego filmu. U siebie byli dumnymi gospodarzami, zaś na obczyźnie muszą żyć na łasce innych, wpadając niekiedy w mafijne sidła lub inne upokarzające zależności.

   Jeśli kraje afrykańskie drenowane będą z ludzi młodych, aktywnych i przedsiębiorczych, nigdy nie wyrwą się z biedy. Dlatego hierarchowie z Czarnego Lądu apelują, by pozostali oni na miejscu i budowali zamożność w swoich ojczyznach. Kilka lat temu biskupi z Afryki Zachodniej we wspólnym oświadczeniu wezwali: „Nie dajcie się zwieść fałszywym obietnicom, które doprowadzą Was do niewoli i iluzorycznej przyszłości! Dzięki ciężkiej pracy i wytrwałości możecie odnieść sukces w Afryce i, co najważniejsze, uczynić ten kontynent zamożnym lądem”.

   Śmiertelny bilans

   W tym kontekście roztaczana przez europejskie elity wizja otwartych granic i otwartych portów niweczy wysiłki afrykańskich hierarchów. Podtrzymuje bowiem iluzję, że po drugiej stronie Morza Śródziemnego imigranci są wręcz wypatrywani i czeka ich tam szczęśliwa przyszłość. To skłania wielu po podjęcia ryzykownej podróży, zwiększając tym samym liczbę śmiertelnych ofiar w morskich odmętach.

   O tym, że wprowadzenie polityki zamkniętych portów przyczynia się do zmniejszenia liczby utonięć, przekonuje przykład Australii. W latach 2009-2013 władze tego kraju przymykały oczy na zjawisko nielegalnej imigracji. W tym czasie działalność przemytników spowodowała śmierć na morzu około 1200 ludzi. W latach 2014-2018 uruchomiono jednak program „Sovereign Borders”, patrolując wody przybrzeżne i zawracając łodzie z nieproszonymi gośćmi. W efekcie „ruch w interesie” ustał, a liczba ofiar śmiertelnych w tym okresie wyniosła zaledwie 32.

   Rodzi się w związku z tym pytanie: kto odpowiada za tak dużą liczbę utonięć? Czy ci, którzy prowadzą politykę antyimigracyjną, zamykając porty i zawracając łodzie z nielegalnymi imigrantami, czy ci, którzy mówią, że są gotowi przyjąć każdego przybysza płynącego w kierunku ich brzegu? Biskupi afrykańscy nie mają problemów z odpowiedzią na to pytanie.

 Grzegorz Górny, Fronda.pl

Dzisiaj jest

piątek,
01 marca 2024

(61. dzień roku)

Święta

Piątek, II Tydzień Wielkiego Postu
Rok B, II
Dzień Powszedni

Msze Święte

poniedziałek - sobota:

     godz. 17.00

niedziela:

     godz.   9.30, 11.00, 19.30

Wyszukiwanie
Licznik
Liczba wyświetleń strony:
900700